Klimatyczne negocjacje w Paryżu

W dniach 6-8 maja negocjatorzy 50 krajów spotykają się w Paryżu, by nadać impet negocjacjom globalnego porozumienia klimatycznego. Podziwu godne propozycje złożyły Meksyk i Gabon. Niepokój budzi postawa Australii, Kanady i Japonii.

Nieformalne spotkanie w siedzibie OECD ma na celu zdynamizowanie ślimaczącego się procesu negocjacyjnego. Unia Europejska i Norwegia liczą, że zainspirują maruderów do przedstawienia planów ograniczenia emisji na okres po roku 2020. Do tej pory zrobiło to zaledwie 35 krajów oraz UE – grupka ta wspólnie odpowiada za zaledwie 25% światowych emisji.

Jeżeli Chiny, zgodnie z zapowiedzią, złożą swój plan redukcyjny pod koniec czerwca, zobowiązania obejmą połowę globalnych emisji.

Same plany nie gwarantują sukcesu. Te już złożone są wysoce niespójne. Trudno je będzie ujednolicić i uwzględnić w globalnym porozumieniu. Negocjatorzy mają na to tylko 7 miesięcy, a tylu planów jeszcze brakuje!
Są i dobre wieści

Niektórzy komentatorzy wskazują, że deklaracje USA (ograniczenie emisji o 26–28% do roku 2025) to najambitniejsza propozycja, jaką mogła złożyć administracja Obamy bez oporów Kongresu.

Podziw wzbudził Meksyk, który chce bezwarunkowo ograniczyć emisje CO2 o co najmniej 25% do roku 2030 – niezależnie, czy nowe porozumienie powstanie, czy też nie. Jeżeli traktat jednak powstanie, i będzie wystarczająco ambitny, Meksyk podniesie poziom redukcji do 40%!

Maruderów negocjacji zawstydza również Gabon, który w okresie 2010-2025 zamierza ograniczyć emisje o 60% – tu jednak nie chodzi o redukcję bezwzględną, ale ograniczenie w stosunku do trendu wzrostu emisji.
Oporni nie składają broni

Determinacja jednych krajów stoi w jawnym kontraście wobec obojętności innych. Wielce znacząca jest postawa Liechtensteinu, który – choć malutki – psuje morale, odmawiając redukcji na własnym terenie. Ten posażny raj podatkowy jest gotów ograniczać emisje za granicą, w ramach globalnego schematu. Sęk w tym, że takiego schematu nie ma i w najbliższych latach nie będzie.

Ramię w ramię z Liechtensteinem stają światowe potęgi. Rosja (która już złożyła swój plan redukcyjny) proponuje bardzo zachowawczy cel ograniczenia emisji o 25-30% do roku 2030 wobec roku 1990.

Japonia twierdzi, że znaczące emisje możliwe są tylko dzięki energetyce jądrowej i rozważa włączenie reaktorów, nieczynnych od katastrofy w Fukushimie.


Unia Europejska i Norwegia, chętnie prezentujące się jako liderzy procesu negocjacyjnego, spotykają się 17 maja – w przededniu Forum „Petersberg Climate Dialogue” w Berlinie. W następnych dniach dołączą do nich najbardziej ambitne kraje (w tym małe państwa wyspiarskie zagrożone wzrostem poziomu morza, niektóre państwa rozwijające się i członkowie UE), by stworzyć wspólne stanowisko na dalszy etap negocjacji.

Również Watykan szykuje klimatyczną ofensywę. Już wkrótce zostanie upubliczniona nowa encyklika, która będzie zachęcać kraje do podpisania porozumienia niosącego sprawiedliwość najuboższym. Zręby tej moralnej wizji znaleźć można w opublikowanym pod koniec kwietnia stanowisku Papieskiej Akademii Nauk.

Podczas majowego spotkania w Paryżu negocjatorzy zastanowią się również, jak skrócić prawie 130-stronicowy szkic porozumienia. To absolutnie konieczne, jeżeli COP21 w stolicy Francji pod koniec roku ma się zakończyć sukcesem. Oporne kraje mogą posłużyć się długim tekstem, by przeciągać dyskusje i uniknąć sensowych konkluzji. A przecież COP trwa tylko 2 tygodnie...

Marta Śmigrowska, na podstawie Euractiv.com

Źródło: ChronmyKlimat.pl




© 2006 - 2018 Greenfone Sp. z o.o. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.